W obliczu pytań. O tym, co było i co być może – FELIETON

51057Subiektywny widok po zakończeniu rozgrywek.

Będą to drugie z kolei Play-offy bez udziału AZS-u Koszalin. Co raz bardziej uświadamiamy sobie jak bardzo brakuje nam rywalizacji na tym poziomie, nawet z tego ósmego bądź siódmego miejsca, które zajmowaliśmy. Przypomną sobie o tym jutro w Starogardzie, który po pięciu latach ponownie zagra wśród najlepszych.

Tegoroczne ćwierćfinały zapowiadają się fantastycznie. Zresztą fantastycznie się zaczęły, po dogrywce Polski Cukier Toruń ogrywa Rosę Radom. Drużyny, które  uczestniczą w tej fazie mają za sobą rzeszę fanów, fanów którzy zapewnia wyjątkową atmosferę i zapełnione trybuny, choć znakiem zapytania jest dla mnie atmosfera w Dąbrowie Górniczej. Może po prostu ta publika była nieaktywna wyłącznie podczas pojedynków z naszym zespołem. Być może. Świetną propozycją dla tych sprzed przed telewizora będzie przynajmniej jedna transmisja z każdego dnia meczowego, na dużym ekranie. Runda zasadnicza zwiastuje emocje, a poza tym, nudniejszych Play-off niż rok temu być nie może. Gotowi?

***

Tematem głównym dzisiejszego wpisu będzie, oczywiście, AZS. Biało-niebiescy w ubiegłą niedzielę zakończyli swój sezon. Misja zakończona sukcesem pomyślnie. Zespół wykonał założenie i utrzymał się w lidze i faktycznie, w większości spotkań, walczył do samego końca. Nie zabrakło bolesnych wpadek, bolesnych bo w domu np. łomot od Anwilu, policzek od Kutna – wiadomo – i Startu Lublin, który wygrał swój pierwszy mecz wyjazdowy od półtora roku. Z drużyn dalej pozostających w stawce, poza zasięgiem były pierwsze dwa zespoły po rundzie zasadniczej (Anwil i Stelmet), trzeci -Stal Ostrów – został postraszony w obu meczach, a czwarty Toruń uległ w Koszalinie. Z reszty drużyn, które awansowały do kolejnej rundy udało się wygrać z Rosą, Polpharmą i Dąbrową (wszystkie mecze w Hali Widowiskowo-Sportowej). To cztery z dziewięciu zwycięstw, dziewięciu, które nam dały czternaste miejsce w lidze, od piętnastego uchroniła nas Siarka, która wygrała w Lublinie.

To byłoby tytułem wstępu. Pozycja (bilans), owszem, mogła być lepsza, jednak mając w pamięci częstą nieporadność Akademików w ofensywie, to przegrane w meczach, które wygrać trzeba, nie mogą być przypadkiem. Przejdźmy do meritum i postawienie kilku pytań odnośnie minionego sezonu jak zwróceniem swoich oczu w dalszą perspektywę.

Czy zwolnienie urlopowanie Piotra Ignatowicza było dobrą decyzją?

Z perspektywy oczekiwań kibiców, jak i pewnie sponsorów – tak. Potrzebna była reakcja klubu. Zespół przed urlopowaniem Ignatowicza przegrał sześć z siedmiu meczów co nie jest zaskakujące przy drużynie z czternastej pozycji. Drużyna świetnie zaczęła nowy rok, od trzech zwycięstw, wydawało się, że może być to dobry prognostyk w dalszej części sezonu. Mylnie. Ową serię porażek nie zatarło historyczne zwycięstwo w Gdyni, szalę goryczy przelał żenujący mecz ze Startem Lublin. Piotr Ignatowicz zostawił zespół z bilansem 7-15, i dołączył do szerokiego grona trenerów, którzy nie skończyli sezonu z AZS-em, choć klub robił wszystko, aby do tego nie doszło. Smutny był obraz kibiców, którzy ubliżali co by nie było, trenera swojego klubu. Jednak takie są realia w świecie sportu. Kibic bywa, a często jest, bezlitosny. Nie pomagało również to, że zewsząd dochodziły głosy o słabym kontakcie trenera z niektórymi zawodnikami. Bądź co bądź Ignatowicz zostawił zespół z dość bezpieczną przewagą nad strefą spadkową.

Zespół po zastąpieniu trenera przez Kamila Sadowskiego wygrał dwa z dziesięciu meczów (debiut z Toruniem i świąteczna strzelanina z Siarką), oprócz tego prezentował równie, nierówną postawę, od dobrych spotkań z Polpharmą i Stalą, po kompletne nieporozumienia jak mecz w Sopocie. Pomijam celowo ten z Kingiem Szczecin, który po prostu się odbył i był popisem swobodnej koszykówki z obu stron, z dominacją gości.

Czy zatrudnienie Curtisa Millage było konieczne?

Jednym z powodów zatrudnienia Curtisa było stworzenie rywalizacji dla Remona Nelsona, taki argument podawał Piotr Ignatowicz. Że co? Serio? Zawodnik, który był i koniec końców bez wątpliwości można powiedzieć, że był najlepszym AZeteSiakiem w 2016/2017 poważnie potrzebował rywalizacji? W jakim celu? Od początku AZS, który posiadał już trzech obwodowych zawodników, którzy grają na pozycji rozgrywającego (Nelson – Nowakowski – Wadowski), było oczywiste, że potrzebny jest zawodnik, który wzmocniłby strefę podkoszową (po nieudanym epizodzie Alvina Browna), oraz da chwilę wytchnienia Darrellowi Harrisowi, który jednak jest starszy od Darrella z poprzedniego epizodu w Koszalinie. W końcu pozycja środkowego została wzmocniona, to nastąpiło to jednak trochę za późno. W każdym razie postawienie na parę Nelson – Millage było coś na wzór para Dwyane Wade – Rajon Rondo w Chicago Bulls, para zawodników bez zagrożenia rzutem z dystansu, bowiem obaj rzucali w swoich poprzednich sezonach poniżej trzydziestu procent. Paradoksalnie, Millage ukończył obecny sezon ze 36% za trzy, a Nelsonowi od momentu jego statystyka ta wzrosła. To też obaj zawodnicy czasem dublowali się w swoim…samicowaniu. I choć wiemy, że Curtis to świetny zawodnik, to uważam, że bez niego AZS poradziłby sobie na podobnym poziomie.

Wizerunkowy strzał w stopę przed nowym sezonem?

Przedłużenie Piotra Stelmacha na nowy sezon jest dobrą wiadomością, nie powinno być wątpliwości w tym, że Piotrek był najlepszym polskim graczem tegorocznego AZS-u. Tak zaczęliśmy ogórki w trakcie sezonu. Teraz pozycja głównodowodzącego. Plotka jaka niesie się w ostatnim czasie nie jest ciekawa. Wszyscy mamy sentyment do Dariusza Szczubiała, DJ Thompson, George Reese, Jeff Nordgaard, Christian Burns, Phill Goss – m. in. to oni grali w AZS-ie tworzonym przez tego trenera blisko dziesięć lat temu, który odniósł sukces zajmując siódme miejsce na koniec rozgrywek. Jako ciekawostkę przypomnę fakt, że od jego zwolnienia w 2008/2009 (początek sezonu od czterech porażek) zaczęła się cała niechlubna seria zmian trenerów w trakcie sezonu. Kawał historii i kawał czasu, który upłynął. Bogata kariera jako zawodnik, mniej bogata jako trener. Nieudana przygoda z reprezentacją Polski na początku wieku i prowadzenie, głównie, średnich bądź słabych drużyn w Polskiej Lidze Koszykówki. Ostatni awans do Play-off? W 2007/2008, wiadomo z kim. Dariusz Szczubiał to gwarancja słynnej – powinien to opatentować – budowy składu, trzech ponadprzeciętnych, nie wiadomo skąd wziętych Afroamerykanów i cała kawalkada rodzimych zawodników, którzy nie stanowią o sile zespołu. Taktyka? Klepanie w głowę i improwizowana kontrolowana samowolka wyważona gra. Wszyscy wiemy, że mając okrojony wybór i finanse lepiej powierzyć nową drużynę choćby Kamilowi Sadowskiemu, bądź innemu trenerowi (Krzysztof Szablowski, Marek Łukomski?), który ma coś do udowodnienia. I choć zapewne osiągnie podobny końcowy wynik, to jednak wniesie powiew świeżości i elementu zaskoczenia, którego w przypadku znanych metod trenera Szczubiała może brakować. Nie trzeba być prorokiem by przewidzieć, że takie rozwiązanie niesie duże ryzyko nie przyciągnięcia tłumów po karnety na przyszły sezon. I choć to jak na razie plotka, która ma duże prawdopodobieństwo sprawdzenia się, to wolelibyśmy, aby nią pozostała.

Jednak, żeby nie pisać wyłącznie o minusach. Powrót do Koszalina wymagałby od Dariusza Szczubiała na pewno większego zaangażowania pracy niż w poprzednich klubach, w których brakowało presji ze strony zarządu i kibiców na wynik, a przynajmniej ta presja nie była taka jak w naszym mieście. W Koszalinie to nie przejdzie, tutaj kibic trochę tej koszykówki widział i trochę na niej się zna. Mimo wszystko, dla Pana Dariusza szacunek za wprowadzenie AZS-u na Play-offowe salony, ale jednak wybór ten byłby strzałem w wizerunek klubu, który jak do tej pory dało się dostrzec, nabierał blasku.

Kogo przedłużamy?

Przy wyborze Dariusza Szczubiała ciężko wierzyć w pozostanie Kamila Sadowskiego. Byłaby to wielka strata, bo wychowywaliśmy go przez ten czas dla kogoś innego. Pominę już kto zostanie trenerem. Na dzisiaj zostaje Piotr Stelmach – to wiemy, z reszty polaków jak najbardziej znalazłoby się miejsce dla Igora Wadowskiego, który w końcu powinien odgrywać większą rolę w zespole. Igor ma do tego wszelkie predyspozycje. Często w życzeniach kibiców przewijają się osoby Jakuba Zalewskiego i Daniela Walla, obaj pokazali, że jak najbardziej można na nich liczyć w grze. Z zawodników zagranicznych? Remon Nelson, zdecydowanie. Amerykanin grał relatywnie za bardzo małe pieniądze, a w zamian dawał od siebie aż nadto. Najlepszy zawodnik drużyny, zawodnik który potrafi wygrać niejeden mecz (na tym poziomie taki gość jest potrzebny), do tego cichy i skromny facet, w Koszalinie było kilku bad boyów, którzy kończyli przygodę w Koszalinie z różnym skutkiem. Niemniej Remon – którego nie ominęło zawieszenie, po którym wrócił w wielkim stylu – zasługuje na podwyżkę i powierzenie mu roli lidera zespołu na kolejnym sezonie. Bez krzty przesady.

***

Pierwszy sezon był okresem, w którym nowy prezes dostał pełen kredyt zaufania kibiców. Kredyt ten się nie wyczerpał. Cel na początku był jasny, odbudować zaufanie kibiców i stworzyć waleczny AZS. To pierwsze z pewnością się udało, frekwencja względem poprzedniego sezonu zachowała się na podobnym poziomie, w dodatku do klubu dołączyli nowi sponsorzy. I choć zespół dość często grał chimerycznie w swojej hali to jednak w większości meczów nie odstępował na krok swoim rywalom będąc cały czas w kontakcie. Obecnie naszedł czas na sezon ogórkowy, każdy ma prawo do odpoczynku. Mamy pewność, że ten odpoczynek nie przedłuży się, jak to bywało, do sierpnia lub września i całą kadrę poznamy w odpowiednim momencie. Mija okres ochronny, czas na drugi rok (z trzech) kadencji Leszka Dolińskiego, być może kluczowy.

35

Panie Prezesie, w Panu wiara (fot. azs.koszalin.pl)

Fotografia tytułowa pochodzi ze strony fiolek.art.pl

Dawid Górecki (dawg)