Kierunek Włocławek

1479675957_1258524_orgCzyli kolejny mecz z rywalem z Kujaw.

Mało kto z nas lubi poniedziałki, jest to czas powrotów do szkoły, pracy i do rzeczywistości. Poniedziałek to też jeden z najgorszych terminów wyjazdowych dla kibiców, którzy w tym roku wyjątkowo nie pojadą tak liczną grupą jak w poprzednich latach do Włocławka (terminarz, wyniki, można szukać wymówek na wielu płaszczyznach życiowych). Po intensywnym weekendzie ładowanie baterii trwa nieco dłużej niż kilka chwil.  Liczymy że takie problemy nie dotyczą naszych koszykarzy i sumiennie rozpracowywali rywala zaraz po ostatniej batalii. Po niezłej dawce koszykówki ten poniedziałek może być jurnym krokiem w nowy tydzień.

Kamil Sadowski wraca do rodzinnego miasta, w nowej roli, roli pierwszego trenera ekstraklasowej drużyny koszykarskiej. Na tym polu Anwil i AZS mają ze sobą dużo wspólnego, bo przecież Igor Milicić w naszym mieście zostawił kawał swojego życia. Obecnie Anwil konsekwentnie rozprawia się z kolejnymi rywalami i kroczy po swój pierwszy medal od 2010 roku kiedy to przegrali w finale z Asseco Prokomem Gdynia. A jak było przed obecnym stanem rzeczy?

Było blisko końca

Koniec kwietnia 2015 roku. W ostatnim meczu sezonu zasadniczego AZeteSiacy gromili w Hali Mistrzów drużynę gospodarzy. „Anwil nigdy nie zginie” śpiewali kibice z Włocławka jak i z Koszalina. Problemy finansowe klubu z miasta nad Wisłą nie napawały optymizmem na przyszłość, a bierność ze strony grupy Orlen doprowadzała miejscowych fanów o dreszcze. Po tym meczu biało-niebiescy przystępowali do Play-off z nadziejami medalowymi, a włocławianie kończyli sezon na dwunastym miejscu. Pierwszy raz poza ósemką od 1993 roku.

Na prostej

Kolejny sezon przyniósł zdecydowany obrót sytuacji. Główny sponsor przedłużył swoją umowę na kolejne lata, swoje dołożyło miasto i klub mógł w końcu funkcjonować jak wcześniej. Trenerem został Milicić, sprowadzono m. in. Kamila Łączyńskiego, Fiodora Dmitrieva, Piotra Stelmacha czy Davida Jelinka, który w dużej mierze przyczynił się do odrodzenia Anwilu Włocławek. Wprawdzie medalu zabrakło, to było pewne, że w kolejnym sezonie ponownie drużyna powalczy o najwyższe cele, a rozentuzjazmowani kibice będą zapełniać lokalną halę. I faktycznie, Anwil jest obecnie na drugim miejscu w tabeli, a przed sezonem sprzedano ponad tysiąc pięćset karnetów, dodatkowo powiększono pojemność areny montując dodatkowe trybuny.

16

Wygrana z Piernikami była głębokim oddechem dla naszej drużyny (fot. sportowiec.info)

Głębia składu

Jak spojrzymy na całą kadrę to nie widać słabych ogniw. Niemal każdy z zawodników mógłby grać w pierwszej piątce każdej drużyny w lidze. M. in. Josip Sobin, Tyler Haws, James Washington, Michał Chyliński, Paweł Leończyk, a jeszcze dalej, w rezerwach, znajduje się syn Igora Griszczuka – Aleksander, który miał okazję pojechać z drużyną do Krosna, jednak nie wystąpił w meczu. Wracając do tematu, głębia składu jest najmocniejszym punktem Anwilu, bowiem aż ośmiu zawodników gra średnio co najmniej dwadzieścia minut, dla porównania w Toruniu jest sześciu takich zawodników, a w AZS-ie pięciu.

Powidoki po wygranej z Toruniem

Świetna wiadomość dotarła do kibiców w niedzielne popołudnie. Piotr Stelmach podpisał kontrakt na kolejny sezon. Bardzo dobry ruch ze strony naszego klubu. Szukanie potencjalnych polaków do rotacji jeszcze przed zakończeniem rozgrywek na pewno się opłaci. Piotr jest naszym najlepszym zawodnikiem z polskim paszportem i jego boiskowe doświadczenie nie raz przyda się w przyszłym sezonie. Dobra decyzja.

74

Piotr Stelmach zostaje z nami na kolejny rok (fot. sportowiec.info)

Tylko Turów zdołał zdobyć Halę Mistrzów w sezonie. Jeśli zobaczymy podobną wolę walki jak w środowym meczu to możemy być świadkami ciekawego starcia. Igor Milicić lubi rozpoczynać mecze od kombinacyjnej obrony wymagającej dużego wkładu sił zawodników. Nie zdziwmy się jeśli Anwil zacznie ten mecz od wysokiej przewagi, po której z czasem i brakiem sił może topnieć.

Bardzo dobrze pamiętamy jesienny mecz w Koszalinie i rekordowy łomot, który sprawił Anwil naszej drużynie. Ciężko o tym zapomnieć, ale sport bywa na tyle przewrotny, że drużyny, które dostawały lanie w pierwszych spotkaniach odzyskiwały swój honor w rewanżach.

Fotografia tytułowa pochodzi ze strony wtkanwil.com.pl

Dawid Górecki (dawg)