Z kart historii: jak AZS powrócił do Play-off

55b19b799ea34_pBył to szósty sezon od powrotu do Ekstraklasy, a awans do Play-off był czymś niemal mitycznym. Co roku AZS był drużyną aspirującą do gry w najlepszej ósemce. Koniec końców brakowało niewiele.

To był jeden z najfajniejszych okresów w historii AZS-u. Drużyna zbudowana przez Dariusza Szczubiała grała wtedy – jakże inaczej – ofensywną koszykówkę. Kto z Was pamięta mecz z Anwilem, w którym przyjezdni dostali niezłe baty, a Łukasz Koszarek został dosłownie wkręcony w parkiet przez D.J. Thompsona? Szalony przedwielkanocny mecz z Górnikiem Wałbrzych. Dogrywkę z Prokomem czy derby z Czarnymi i potężny wsad Chrisa Burnsa? Zwycięstwo z grającym wtedy w najlepszej ósemce Pucharu ULEB Turowem posiadającym w składzie Davida Logana, Thomasa Kelatiego, Andresa Rodrigueza i cały szereg innych gwiazdorów? To były barwne czasy, a zawodnicy grali w charakterystycznych strojach Stelmana i po raz ostatni z herbem na piersi. To wtedy zaczęła się seria ośmiu z rzędu awansów do ćwierćfinałów.

To musiało się tak skończyć

To był pierwszy sezon, w którym liga wprowadziła fazę Pre Play-off. W skrócie. Po rundzie zasadniczej grę w fazie pucharowej mają zapewnione drużyny od miejsc 1-4, a zespoły które zajęły pozycję 5-12 grały między sobą serie do dwóch zwycięstw. AZS po rundzie zasadniczej znalazł się na siódmej pozycji i z przewagą parkietu podejmował Polonię Warszawa. Po pierwszym meczu bez historii (wygraliśmy dziewiętnastoma punktami), nadeszła kolej na rewanż w stolicy. Do czwartej kwarty wszystko szło zgodnie z planem. AZS wygrywał. W ostatniej ćwiartce to jednak Polonia była górą, którą zwyciężyła dwunastoma punktami. Seria wróciła do Koszalina, a koszalinianie po trzymającym w niepewności thillerze pokonali Grega Harringtona i spółkę, i w istocie awansowali do najlepszej ósemki po osiemnastu latach.

55b19a88eac01_p

Akademicy świętują awans do Play-off (fot. Bartek Ignasiak)

 

Wielki Prokom

Drugi, za Turowem, był wtedy klub z Sopotu, który w swoich szeregach posiadał takich mocarzy jak Milan Gurović, Donatas Slanina czy Filip Dylewicz, a na ławce trenerskiej debiutował charakterny Tomas Pacesas. Prokom kontrolował przebieg obu spotkań i do Koszalina jechał zakończyć serię w trzecim meczu.

IMG_20170309_172407

Fotografia pochodzi z prywatnych zbiorów autora

Wszyscy na biało

Dziewiętnasty kwietnia zapisał się w pamięci kibiców. Piękna pogoda, wiosna w pełni zwiastowały emocje w hali Gwardii, która naturalnie wypełniła się do ostatniego miejsca. Play-off wróciło do Koszalina, a AZS po raz pierwszy w historii wygrał z Prokomem.  I to w jakim stylu! W sektorze, nie pierwszy raz wtedy, pojawił się ówczesny prezes klubu Marek Łycyniak, a obecny – Leszek Doliński – był wtedy drugim trenerem zespołu. Mecz rozegrany w asyście kamer Polsatu Sport, miała okazję zobaczyć cała Polska. To właśnie tamtego dnia kibice biało-niebieskich zorganizowali akcję „na biało”. Thompson po raz kolejny kręcił rywalami jak to ujął w transmisji Adam Romański, a George Reese szalał w kontrach i przy rzutach z dystansu. Ogromne zaangażowanie wszystkich zawodników, którzy wyszli na parkiet dało rywalowi do zrozumienia, że jeszcze do rozstrzygnięcia serii potrzebny będzie co najmniej jeden mecz. Sopocianom nie pomogło dwadzieścia osiem punktów Milana Gurovicia, który rozegrał w tamtym czasie kosmiczny sezon i nie miał sobie równych w fazie pucharowej. AZS wygrał 76:62

Hasło tamtejszego dnia: gromkie „Euroliga, Euroliga” intonowane w kierunku zwyciężonych.

Wyeliminowani z charakterem

Następnego dnia (wtedy mecze tej rundy były rozgrywane dzień po dniu) gospodarze przywdziali niebieskie – wyjazdowe – trykoty i starali się doprowadzić do meczu numer pięć. Po pierwszych dwóch kwartach sensacja wisiała w powietrzu, świetnie dysponowani podopieczni Dariusza Szczubiała prowadzili ośmioma punktami i druga połowa zapowiadała się nad wyraz ciekawie. Niestety, była ona jednostronnym widowiskiem, Milan Gurović roztrzelał się przy Fałata 34, a koszalinianie mieli problemy ze skutecznością zdobywając do końca meczu tylko szesnaście punktów. Prokom wygrał 66:91 i koniec końców z dużym wysiłkiem obronił tytuł Mistrza Polski. Akademicy, mimo że zakończyli sezon, zostali docenieni jak prawdziwi bohaterowie, każdy chciał zrobić sobie zdjęcie z zawodnikami po takim sezonie i historycznym wyczynie jakim bez wątpienia była gra w ćwierćfinale w ówczesnej Dominet Bank Ekstralidze. Phill Goss powędrował do Włoch, Chris Burns do Portugalii D.J. Thompson odszedł do Aten i z tamtym momentem skończyła się Thompsonomania w Koszalinie, który w tamtym czasie miał kolejnego Boga po Chudney Grayu.

55b19b5970b22_p

D.J. Thompson był głównym autorem sukcesu tamtej drużyny (fot. Bartek Ignasiak)

55b19b76ef630_p

Sektor „L” jak i cała hala Gwardii pękała w szwach (fot. Bartek Ignasiak)

po

Zespół został doceniony przez kibiców za cały sezon (fot. azetes.pl)

Od tamtego momentu Play-offy stały się chlebem powszednim, aż do sezonu 2014/2015 jednak w mało którym sezonie towarzyszyły, aż tak pozytywne emocje jak w 2007/2008. Ten pierwszy raz w dwudziestym pierwszym wieku smakował wyśmienicie. Obecnie pozostaje nam czekać na powrót naszego zespołu do czołówki. Leszek Doliński wspominał, że podczas swojej trzyletniej kadencji chciałby zdobyć Mistrzostwo Polski, bierzemy to z przymrużeniem oka. Na dobre zakończenie, zakończmy ten wpis cytując klasyka „uważaj o czym marzysz, bo sny się spełniają”.

Autorem fotografii tytułowej jest Bartek Ignasiak

Dawid Górecki (dawg)