Wracamy po przerwie. Mecz prawdy

64Po kompletnie nieudanym meczu w Dąbrowie Górniczej dobiega końca szesnastodniowa przerwa od rozgrywek dla naszego klubu. Ferie zimowe? Nic z tego, był to czas na przygotowanie się do spotkania z kolejnym rywalem. W tym czasie Kevin Johnson pomyślnie przeszedł miesięczny try-out, a Remon Nelson powrócił do zespołu. Przerwa spowodowana była turniejem finałowym Pucharu Polski, który odbył się w Warszawie, udział w nim wzięło osiem najlepszych drużyn po pierwszej połowie rundy zasadniczej. Akademików – podobnie jak Asseco – zabrakło w stolicy. Jak Piotr Ignatowicz i drużyna wykorzystała ten okres? Namiastkę tego w jakiej aktualnie formie są koszykarze mieliśmy podczas otwartego dla kibiców treningu, który odbył się na początku tygodnia.

Niby sąsiedzi, ale kontakt żaden

Asseco po erze Ryszarda Krauzego jest jednym z problemów bukmacherów jak i wszystkich „ekspertów”, którzy robią przedsezonowe prognozy ligowej tabeli. Rokrocznie typowani do gry z dala od Play-off, na przekór wszystkiemu udaje im się awansować do ćwierćfinałów. Nie inaczej jest w tym sezonie. Pozornie, gdynianie są na trzynastej pozycji w tabeli, to tylko jedno miejsce wyżej od AZS-u, ale obie drużyny są na zgoła innych biegunach, koszalinianie (wyraźnie przodują w ligowym ogonie) mają aż trzy zwycięstwa mniej i nie mają żadnego kontaktu z ekipą Przemysława Frasunkiewicza, który nie traci dystansu do ósmej lokaty (dwa zwycięstwa mniej od Rosy Radom).

Od początku sezonu Asseco Gdynia nie dokonało ani jednej korekty w swojej kadrze. Do tej pory są jedynym zespołem w lidze, który w stu procentach składa się z Polaków. Osobno trzeba podkreślić, że niesamowitą formę utrzymuje Krzysztof Szubarga, który rozgrywa statystycznie najlepszy sezon w karierze notując średnio siedemnaście punktów (czterdzieści pięć procent za trzy) i pięć asyst. Panie Taylor, chyba warto „odkurzyć” Szubiego w kadrze. Aż żal, że nie wypalił ten transfer w Koszalinie.

W pierwszym meczu obu drużyn, w trakcie trzeciej kwarty, drużyna Piotra Ignatowicza zanotowała serię 12:3 dzięki której miała dziewięciopunktowe prowadzenie, duży wkład w tamtym fragmencie miał nieobecny już w składzie Alvin Brown. Brown schodzi z parkietu i radosna gra, która pozwoliła wyrobić przewagę nagle ustała i w tym momencie Asseco zdobywa dwadzieścia trzy punkty przy tylko dwóch AZS-u i ustawia mecz. Całkiem podobny scenariusz miał mecz z Kutnem, które również „odjechało” nam w czwartej kwarcie. Był to pierwszy z wielu meczów, które powinniśmy wygrać, a nie udało się.

9

Kevin Johnson zostaje w Koszalinie do końca sezonu (fot. sportowiec.info)

Nie w Gdyni zwycięstwa smak

Jeszcze w sezonie medalowym AZS-u zrobiłem na ówczesnym forum zestawienie meczów biało-niebieskich w Trójmieście od lat osiemdziesiątych, którą bezczelnie skopiował jeden z portali koszykarskich nie podając źródła, zapomnimy o tym. Zawarta w niej była statystyka, w której okazało się, że AZS nie wygrał żadnego z ponad dwudziestu rozegranych meczów w Aglomeracji gdańskiej przez prawie dwadzieścia pięć lat. Ostatnie zwycięstwo zostało odniesione kilka lat po tym jak przestał pływać Dar Pomorza, była to wygrana z Wybrzeżem Gdańsk. W dwudziestym pierwszym wieku ani na Kager, Asseco, Start i Trefl nie udało się znaleźć recepty. Sopot został zdobyty zaraz po tym zestawieniu, a od tamtego momentu udała się ta sztuka jeszcze raz. Gdynia z sukcesem odpiera każdy kolejny atak na jej terytoriom. Może najwyższy czas?

Trzy kroki w przód, pięć w tył

To może być przypadłość. Nie pierwszy raz średnio/słabo grający AZS dostaje nieoczekiwanie skrzydeł i szybuje przez kilka chwil w połowie sezonu, by po chwili okazało się, że te skrzydła to jednak nie-skrzydła i jak opada jak ten – przemielony w polskiej literaturze – Ikar. Trzy zwycięstwa z rzędu, lepsza skuteczność i iskra w oczach zawodników, która rozpalała ich do pogoni za rywalem i wyszarpywania dwóch punktów w czwartej kwarcie (patrz mecze z Dąbrową i Polpharmą) nagle przestała się tlić.

Oprócz meczu w Dąbrowie każdy z pozostałych zespołów był w zasięgu koszalinian, a porażka z Polfarmexem – który prawdopodobnie popłynie z ligi ze względów organizacyjnych – mocno naruszyła zaufanie kibiców, którzy w większości cieszyli się z tego, że następny mecz w naszym mieście odbędzie się dopiero w marcu.

Zagrożone widmo spadków

Coraz częściej w środowisku krąży opinia, że obędzie się w tym sezonie bez degradacji w Polskiej Lidze Koszykówki, która po utracie głównego sponsora ma coraz poważniejsze problemy. Cięcia etatów, desperackie „gratyfikacje” karami finansowymi dla klubów za zachowania kibiców, które nie są żadnymi nadzwyczajnymi rzeczami. Jak wiemy mniej zespołów w lidze = mniejsze wpływy dla niej np. za licencje.

Jednak im dłużej pozostaniemy w niepewności w sprawie spadków tym lepiej dla kibiców i klubu, w końcu lepiej ogląda się mecze o „coś”, a tym czymś jest jednak utrzymanie w lidze. Przeciwnością były spotkania w poprzednich latach, byle dograć sezon, kiedy podczas meczu nie uświadczymy żadnych emocji tylko pisk butów i malejąca frekwencja, „bo i tak zostaniemy w lidze”. To lepiej oglądać mecze gdzie obie drużyny zdobywają sto dziesięć punktów łącznie, zęby bolą od poziomu zawodów, ale jednak towarzyszą temu emocje związane z walką o utrzymanie – często kosztem zdrowia – niż słodkie spotkania na dobrej skuteczności o nic. Racja?

***

Niedzielny z Asseco jest kolejnym meczem prawdy dla całej drużyny jak i trenera, który dobrym startem na początku roku zapewnił sobie spokój na pewien okres, jednak ostatnie porażki ponownie doprowadziły do fali krytyki. Długa przerwa od meczów była czasem na oczyszczenie umysłów i analizy błędów popełnionych w poprzednich meczach. Świeżość w grze jest jak najbardziej pożądana. Gospodarze mają pięćdziesiąt procent zwycięstw na swoim terenie, Arena Gdynia nie jest miejscem nie do zdobycia, jednak nie jest to rzecz łatwa jeśli na przeciw staje tak dobrze działający polski kolektyw, który ma w sobie wiele energii i młodości. Kolektyw, który nie odpuszcza do ostatniej sekundy. Dąbrowa Górnicza przekonała się o tym dosadnie.

dawg

Fotografia tytułowa pochodzi ze strony sportowiec.info