Wyprawa na koniec Polski. Raport z wyprawy do Tarnobrzega

img_20170107_103740Rok 2009, pierwszy weekend stycznia. Do leżącego czterdzieści kilometrów od granicy polsko – ukraińskiej Jarosławia pojechał bus pełen kibiców z Koszalina. Osiem lat później, również pierwszy, pełny weekend nowego roku, do tego samego województwa wybiera się dwudziestoosobowa grupa. Środek komunikacji jest inny, był to wyjazd pociągiem.

Od lat próba wyjazdu do Tarnobrzega była jednym z naszych celów, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie, finanse, praca, szkoła, odległość, terminarz, a przede wszystkim wyniki drużyny. W tym sezonie, paradoksalnie, są one mało atrakcyjne. Poważny plan wyjazdu na Podkarpacie zrodził się zaraz po wyjeździe do Lublina, tak jak tamten wyjazd ten również miał być połączony z noclegiem na miejscu. Liczba chętnych do podróży zaskoczyła każdego z zainteresowanych, było pewne, że nic nie powstrzyma nas w zaliczeniu kolejnego miejsca na mapie wyjazdowej.

***

Jeżdżę na wyjazdy od kilku dobrych lat, z reguły były zawsze organizowane busy, bądź autokary, w ostateczności samochody osobowe, pociąg? Nigdy, nie na taką odległość i liczbę. Nie w naszym wypadku. W tym miejscu kibice piłkarscy mogą się uśmiechnąć pod nosem, takie są realia w naszym środowisku.

img_20170108_131357

Antarktyda? Polska centralna. Zza szyby (fot. własna)

Planowy wyjazd w przeddzień meczu, Koszalin zasypany śniegiem, więcej, cała Polska przykryta białą warstwą puchu. Przyszła zima, widoki za oknem są o wiele piękniejsze niż te w grudniu z deszczem i wiatrem w roli głównej, jest jednak druga strona medalu, bezdomni umierają z odmrożenia, drogowcy mają wiele pracy, a pasażerowie polskich kolei mają, wiadomo.

***

Do Tarnobrzega wyprawa przebiega wzorowo, na miejsce docieramy tylko z dwudziestominutową obsuwą, jest to wynik zadowalający. Wszyscy z rumianymi uśmiechami i lekko zmęczonym, niewyspanym wyrazem twarzy opuszczamy Pomarańczarkę. Tutaj następuje rzecz, która nas wybiła całkowicie z rytmu na cały pobyt w tej miejscowości (oprócz panującego mrozu). Dworzec znajduje się na całkowitym – przepraszam, ale nie ma bardziej idealnego słowa do opisania jego położenia – wypizdowiu, do naszego centrum dowodzenia czyli motelu mamy trzy kilometry, a na dworze temperatura odczuwalna dobijała do minut dwudziestu pięciu stopni Celsiusza. Pada słuszne hasło „dzwonimy po taksówki”. Niestety, ale w Tarnobrzegu jest jedna firma taksówkarska, której priorytetem są kursy długodystansowe, choćby Tarnobrzeg – Kraków, Tarnobrzeg – Sandomierz, kursy Dworzec PKP – motel trzy kilometry dalej, są na końcu łańcucha pokarmowego. Otrzymujemy odpowiedź, że musimy czekać do godziny. Nie ma mowy, idziemy pieszo. Pewnie każdy z nas zastanawiał się kiedyś w jaki sposób umrze, czy to młodo, staro, w wypadku, czy z powodu choroby wiecie o co chodzi, ale nie spodziewałem się, że najdzie mnie myśl o śmierci z odmrożenia.

Docieramy. Do pierwszego podrzutu sędziego pozostało pięć godzin, na który docieramy również pieszo, i również pokonujemy dystans trzech kilometrów, podeszwy i wkładki w butach po prostu zamarzały. Jednak nic nie rozpala jak widok swojej drużyny i całej braci na hali w innym mieście. Na miejscu widać inną grupę kibiców z Koszalina, m. in. Dawida z rodziną i słynnego Kolejarza, dla których należy się wieczny szacunek, oni są wszędzie. Nie mogło być inaczej, w połączeniu z tym, że był to jeden najlepszych meczów w tym sezonie, nadaliśmy wyrazu podczas spotkania. Umówmy się, ciężko o entuzjazm u kibiców drużyny gospodarzy, która od kiedy gra w tej lidze nie może się wyrwać spoza ligowego ogona. Bal trwał dalej.

img_20170107_173528

Ławka rezerwowych faktycznie jest ławką (fot. własna)

img_20170107_173638

Korytarz hali w Tarnobrzegu przypomina bardziej poczekalnie dworcowa kolejowego, której nota bene w mieście nie ma (fot. własna)

Podróż powrotna była rzeczą podczas której działo się najwięcej. Na szczęście z motelu (wielkie dzięki za wyżywienie i pomoc ze strony właścicieli) udało się na trzy kursy jedną taksówką dotrzeć do dworca, jeszcze przed brzaskiem. Pociągu nie ma i nie będzie. Awaria. W zamian podstawiony zostanie autokar, który nas dostarczy do Rzeszowa. Zanim doczekaliśmy się minęła dobra godzina, wszyscy wymarznięci, bo tak naprawdę Dworzec PKP w Tarnobrzegu nie ma poczekalni, ba! On jest zamknięty na kłódkę od paru dobrych lat. Jest to miasto pięć dziesięciotysięczne. Sprawa dla reportera.

Podróż do Rzeszowa była jednym z najprzyjemniejszych fragmentów całej wyprawy. Starą prawdą jest, że kibic AZS-u w autokarze się wychował! Nasz pociąg, którym mieliśmy jechać z Krakowa do Koszalina na nas nie poczeka, w ramach rekompensaty do Gdyni mieliśmy się udać Pendolino, choć chyba to złe słowo. Umieszczenie kibiców w tzw. „strefie ciszy” to był perfidny strzał w stopę. Dla tych, którzy mogą tego nie wiedzieć. Strefa ciszy to takie miejsce, z którego możesz zostać wyrzucony z pociągu choćby dlatego, że rozmawiasz przez telefon. No po prostu nie da się. Na szczęście udało się dotrzeć na właściwy tor i z Gdyni odjechać starym dobrym Pobrzeżem.

 

img_20170108_121844

Cicho, cicho sza (fot. własna)

Z tego całego obrazu z mojej perspektywy może i znalazło trochę miejsca na gorzkie narzekanie, jednak niech to nie przykrywa całego widoku, byłoby to mylne postrzeganie. Dla wielu z nas to był wyjazd życia, z którego już teraz wyklarowały się same dobre klisze. Z tego miejsca wielkie podziękowania i pozdrowienia dla ekipy wyjazdowej, podróż na cały weekend to było kolejne ciekawe doświadczenie do pamiętnika kibica AZS-u. Ostateczny bilans zysków i strat jest in plus, zdecydowanie.  To jaki mamy kolejny cel mamy na mapie?

 

15969947_1217345021690989_380793876_n

Jesteśmy zawsze tam! (fot. sokolart.flog.pl)

dawg