Wejść w sobotni prime-time

85Nie taką pozycję w tabeli miał zajmować nasz zespół po dziewięciu kolejkach, gorzej w wyglądaliśmy dziesięć lat temu gdy na podobnym etapie rozgrywek mieliśmy tylko jedną wygraną, o tamtym okresie wspominałem w jednym z wpisów. Jestem jedną z tych osób, która cały czas jest przekonana, że ta drużyna może więcej, patrząc wstecz i zmieniając nieco przebiegi meczów np. z Asseco i Czarnymi, gdzie zabrakło koncentracji i zimnej głowy, mielibyśmy bilans 4-5, ale to tylko mowa w stylu „co by było gdyby?”. Właśnie, gdyby.

Obecnie jesteśmy na poziomie chodnika. Borys mówi, że niebo jest limitem. Spokojnie, nam niebo nie grozi, a zaraz minie miesiąc od ostatniej wygranej w lidze. Halo! Zwycięstwo za nami jest Siarka Tarnobrzeg i Start Lublin, ciężko mi te słowa przechodzą przez klawiaturę, wielu z naszych kibiców dopatruje się zwycięstwa dopiero w okienku „międzyświątecznym”, czyli w meczu z Treflem, dla nich nawet i to nie jest pewne, zamknąć rok bez zwycięstwa w HWS? Nic z tych rzeczy. Trefl czy wicemistrz nie są tacy straszni, a my nie tacy słabi. Ktoś powie, że piszę „ku pokrzepieniu serc”, prawda. Ot natura i cierpliwość zwykłego kibica, która też kiedyś może się skończyć. Jeszcze nie czas.

Do rzeczy, Rosa czeka!

Chimeryczny wicemistrz

Kolejny sezon radomianie dzielą grę ligową z europejskimi pucharami. W nowo utworzonych rozgrywkach FIBA (Liga Mistrzów) Rosa cały czas ma szansę na wyjście z mocnej grupy (m. in. rywalizują z ASVEL Lyon-Villeurbanne, Baskets Oldenburg, Neptunas Kłajpeda, PAOK Saloniki), nasi rywale obecnie zajmują w niej szóste miejsce tracąc jedno zwycięstwo do miejsca premiowanego awansem. Szóste w pucharach, szóste w lidze, cztery porażki na dziesięć meczów np. z Polpharmą, Dąbrową i Treflem – na wyjazdach, przy tym potrafiła się męczyć, ale wygrywać w domu z Siarką i Szczecinem, by lada moment pewnie pokonać Czarnych Słupsk w ich własnej hali. Prawda, że chimeryczni? Niemniej pozycję Rosy w tabeli można wziąć w cudzysłów, gdyż nadal jest to jeden z kandydatów do gry w finale.

Od Thomasa do Brazeltona

Wojciech Kamiński stawia na znanych w polskiej lidze rozgrywających. Po Torey Thomasie, który zawinął swój mandżur na południe Europy (najpierw Skopje, teraz Larnaka), czas przyszedł na ogranego w Prokomie i w Słupsku Tyrone Brazeltona. Obecny lider Rosy jednak w Koszalinie nie zagra. To drugi kontuzjowany obwodowy w tej drużynie, od początku sezonu pauzuje Daniel Szymkiewicz. Brazelton przed meczem z Kutnem odniósł uraz stopy, który wyklucza go na kilka tygodni.  W ostatnim meczu bez Amerykanina Rosa bez oporu poradziła sobie z Polfarmexem, Kutnowskie Lwy zostały pokonane dwudziestoma punktami, a podczas tego meczu zadebiutował inny znany z występów w Kołobrzegu i Włocławku playmaker – Jordan Callahan, którego zmiennikiem w sobotę będzie Filip Zegzuła. Mimo osłabienia na pozycji rozgrywającego drużyna Kamińskiego nie może narzekać na brak możliwości w ataku, jest Michał Sokołowski, Garry Bell, Darnell Jackson, Jarosław Zyskowski i całe komando gotowe do gry z ławki rezerwowych.

 

0024

Kontuzjowany duet obwodowy Tyrone Brazelton i Daniel Szymkiewicz (fot.rosasport.pl)

 

Wicemistrz Polski jest świeżo po meczu z PAOK-iem Saloniki, który został przegrany, dodajmy do tego podróż z Grecji do Polski i za moment mecz w Koszalinie, krótki czas na regenerację organizmu, punkt dla nas. Wracając do tematu kontuzji, z obozu naszego zespołu dochodzą głosy, że zagramy w pełnym składzie, wraca Piotr Stelmach i Igor Wadowski, suma summarum zyskujemy kolejne atuty na sobotni mecz.

Najdłuższy staż

W jednym z wywiadów wspominał o tym, że nie służy mu życie na walizkach. W Warszawie jako trener Polonii spędził łącznie (z jednoroczną przerwą) osiem sezonów, gdzie w wieku trzydziestu lat zdobył swój pierwszy, brązowy medal jako główny sternik Czarnych Koszul. W Radomiu jest od 2012 roku, patrząc z perspektywy kibica AZS-u jest to rzecz fenomenalna. Oczywiście mowa o Wojciechu Kamińskim, jednej z najbardziej barwnych postaci w PLK. Kamyk z sezonu na sezon udowadnia swój warsztat trenerski, a nagrody Trenera Roku, które otrzymał w latach 2014-2015 potwierdzają klasę, choć nie obyło się bez wątpliwości, w końcu za rywala miał choćby Saso Filipovskiego. Jeśli mamy obsadzić stanowisko selekcjonera kadry narodowej – Polakiem – to wydaje się być najlepszym rozwiązaniem, obecnie znajduje się w jej sztabie. Z Rosą od trzech sezonów melduje się w najlepszej czwórce, za trzecim razem dopiął swego i zdobył wraz zespołem pierwszy medal w historii klubu.

 

 

Niezła frekwencja

Będę przed każdym meczem domowym wypominał casus HWS. Może to być nudne, ale każdy przyzna, że jak nie u siebie to gdzie zbierać punkty? Chyba, żaden kibic tego klubu nie spodziewał się, że po niemal jednej trzeciej sezonu, jedyne zwycięstwa odniesione to będą te na wyjeździe. W dzisiejszym raporcie Sportowych Faktów została podana frekwencja wszystkich zespołów ligi. Wypadamy świetnie, naprawdę. Biorąc pod uwagę, że w Koszalinie nie zobaczyliśmy jeszcze zwycięstwa. Średnio na mecz w HWS zjawia się tysiąc siedemset pięćdziesięciu dziewięciu kibiców, jest to o niebo lepszy wynik niż w sezonie 2015/2016, a co by się działo przy lepszym bilansie? Sięgnimy po przykład z naszego województwa, na mecze w Szczecinie chodzi o równo, uwaga, pięćset osób mniej, tamtejsza drużyna jest na dziewiątym miejscu. Wnioski same przychodzą do głowy.

Pierwszy raz w nowym sezonie zagramy mecz w sobotę, w teorii i praktyce jest to najlepszy dzień dla kibica, siły weekendowe i zapał jest w tzw. prime-time ;-), ale czy swój swój prime będą mieć nasi koszykarze?

Do zobaczenia w HWS, jutro o 18!

Fotografia tytułowa została zaczerpnięta ze strony oficjalnej klubu AZS Koszalin S.A.

dawg